Śmierć, która wstrząsnęła III Rzeszą – zamach na Reinharda Heydricha

Był ranek 27 maja 1942 roku w Pradze. Od godziny 9.00 Jozef Gabčik stał na przystanku tramwajowym przy ulicy Male Holešovice w Lieben na przedmieściach Pragi. Jego wspólnik Josef Valčik miał mu dać lusterkiem umówiony znak, że nadjeżdża jeden z najbardziej prominentnych ludzi III Rzeszy, protektor Czech i Moraw – Reinhard Heydrich. Wśród zamachowców jest również Jan Kubiš. Wreszcie o 10.29 nadjechał ciemnozielony mercedes 320 o numerach rejestracyjnych „SS-3”. To, co stało się kilka minut później wstrząsnęło całą III Rzeszą i miało katastrofalne skutki dla tysięcy Czechów.

Zamach na Reinharda Heydricha był jednym z najbardziej spektakularnych wydarzeń w okresie II wojny światowej, poza oczywiście nieudanym zamachem na Adolfa Hitlera w Wilczym Szańcu 20 lipca 1944 roku. Różnica między oboma zamachami polega jednak na tym, że próbę zabójstwa Hitlera przeprowadzili żołnierze niemieccy z jego otoczenia, którzy mieli do niego bezpośredni dostęp, zaś zamach na Heydricha dokonali czescy zamachowcy. Jak więc poznali oni szczegółowy rozkład dnia Heydricha i skąd wiedzieli o której, gdzie i jaką ulicą będzie podróżował 27 maja 1942 Protektor Czech i Moraw? Zadecydował o tym zwykły przypadek. Pewien czeski zegarmistrz, który w biurze Heydricha miał naprawić stary stojący zegar, odkrył na jego biurku kartkę papieru ze szczegółowym planem dnia, właśnie na 27 maja 1942 roku. Zmiął ją w kulkę i rzucił w kierunku sprzątaczki, która przekazała ją ruchowi oporu. Ten przypadek, bo inaczej tego nie można nazwać, miał przesądzić o losie jednej z najpotężniejszych osób w Rzeszy Niemieckiej.

W zamachu na Reinharda Heydricha wzięli bezpośrednio udział dwaj wyszkoleni w Anglii spadochroniarze: Jozef Gabčik i Jan Kubiš. Cała akcja zaplanowana ze szczegółami miała jednak dramatyczny przebieg. Wszystko zaczęło się o 10.29. Gabčik ze schowanym pod płaszczem pistoletem maszynowym typu sten gun MK II FF 209 oraz stojący pod drugiej strony ulicy Kubiš, mający w swojej aktówce dwie czułe bomby przystąpili do jednej z najważniejszych operacji w historii czeskiego wywiadu. O 10.29 na drodze zamachowców pojawił się długo wyczekiwany samochód Protektora Czech i Moraw – ciemnozielony kabriolet mercedes 320 o numerach rejestracyjnych „SS-3”, prowadzony przez Oberscharführera SS Johannesa Kleina. Kiedy samochód zahamował ostro przed zakrętem ze względu na zatrzymujący się tramwaj, Josef Gabčik stał zaledwie trzy metry od niego. Lepszego momentu na wykonanie wyroki na niemieckim zbrodniarzu czeski zamachowiec nie mógł sobie wymarzyć. I wtedy stało się coś, czego najmniej spodziewał się Gabčik. Przypadkowy splot wypadków przyczynił się do udanego zamachu, ale wystarczyła chwila, aby obaj zamachowcy zginęliby z rąk Heydricha i jego kierowcy.

Najpierw broń wycelowana prosto w Heydricha zacięła się. Do lufy stena dostała się karma dla królików, bowiem zanim karabin Gabčika znalazł się pod jego płaszczem, leżał rozłożony w jego teczce, pełnej zielska. Chwilę potem zaskoczony Heydrich wycelował swój pistolet w Gabčika, ten jednak również nie wystrzelił. Był nienaładowany. Do dziś nie wiemy także dlaczego kierowca zamiast dodać gazu i uciec z miejsca zamachu zaczął hamować. To umożliwiło drugiemu zamachowcy Janowi Kubišowi, którego nie zauważyli ani Heydrich, ani jego kierowca, na rzucenie bomby. Ładunek eksplodował tuż obok prawego tylnego koła, chybiając celu i nie zadając Heydrichowi żadnych poważanych ran – poza jedną małą na plecach. Jak się później jednak okazało śmiertelną. Tu również przesądził przypadek. W jego śledzionę wbił się metalowy odłamek.

Zamach wywołał potężne zamieszanie. Zraniony Heydrich próbował zatrzymać Kubiša, jednak zarówno jemu, jaki Gabčikowi i Valčikowi udało się zbiec z miejsca zamachu i ukryć. Jak pisze Mario R. Dederich w biografii „Heydrich. Twarz zła”:

Kobieta, która go rozpoznała na ulicy krzyknęła” Heydrich! Jezus Maria!”

Zanim Heydrich znalazł się w szpitalu na Bulovce minęło prawie pół godziny. Na miejsce zamachu nie dojechała żadna karetka, więc ludzie zaczęli zatrzymywać samochody. Czeskiemu policjantowi pomagającemu Protektorowi Czech i Moraw udało się zatrzymać ciężarówkę, która odwiozła go do szpitala. Dotarł tam dopiero około 11.00. Tam rozstrzygnął się los jednego z najpotężniejszych ludzi w Rzeszy Niemieckiej.

Szpital na Bulovce został natychmiast zajęty przez SS i gestapo. Operujący czeski chirurg Alois Honek został natychmiast wezwany do opuszczenia sali operacyjnej. Naczelny chirurg szpitala Walter Dick poprosił go jednak o asystowanie przy operacji. Według relacji Honeka zamieszczonej w publikacji Mario Dedericha, dokładnie wiemy co działo się w pierwszych chwilach po przywiezieniu Heydricha do szpitala:

„Gdy wszedłem do sali, Heydricha już rozebrano. Nosił kamizelkę kuloodporną, ale tylko z przodu. Nie okazywał bólu. Zapytałem go czy  zęby ma w porządku, ale nie odpowiedział. Otworzyłem mu więc usta i wszystko sprawdziłem”.

Jak się okazało bomby i włosie z siedzenia samochodu wbiły się Heydrichowi w plecy powyżej przepony, niszcząc śledzionę. Operację przeprowadzał jeden z najlepszych praskich internistów – Walter Hollbaum z Kliniki Niemieckiej przy placu Karola. Zabieg rozpoczął się od długiego nacięcia powyżej pępka, które jak się okazało było niewłaściwe i zbyt długie. Profesor Dick usunął śledzionę, połatał przeponę i zamknął ranę. W nią jednak, z powodu zbyt długiego cięcia, wdała się infekcja – zapalenie około śledzionowej. Na miejsce udał się nawet osobisty lekarz Reichsführera Heinricha Himmlera – Karl Gebhardt z Berlina, który próbował ratować Protektora Czech i Moraw podając mu sulfonamidy – środki bakteriostatyczne i odkażające, które jednak nie były w stanie pomóc pacjentowi. Niezbędna wówczas penicylina dostępna była wówczas w Anglii. Osiem dni po zamachu, 4 czerwca 1942 roku Reinhard Heydrich, Protektor Czech i Moraw, zmarł w praskim szpitalu na Bulovce. Jego śmierć wstrząsnęła III Rzesza Niemiecką, samym Hitlerem oraz jego najbliższymi współpracownikami. Niestety była ona również początkiem tragicznych wydarzeń, jakie rozegrały się w Czechach kilkanaście dni po śmierci Heydricha.

Zamach na Heydricha była możliwy między innymi nie tylko dzięki zbiegowi okoliczności, jakim było znalezienie kartki z rozkładem jego dnia, ale również zbytniej pewności, lekkomyślności i beztroski Protektora Czech i Moraw, który po Pradze poruszał się bez ochrony w odkrytym wozie. To niewątpliwie ułatwiło przeprowadzenie zamachu. W historiografii poświęconej Heydrichowi pojawia się także sprawa klątwy korony Świętego Wacława. Według legendy każdy, kto ją założył nie będąc do niej uprawniony miał zginąć w ciągu roku, a śmierć miała dosięgnąć również najstarszego syna. Protektor Czech i Moraw, butny, zuchwały, nie bojący się niczego Reinhard Heydrich bez wahania włożył ją na swoją skroń. Stało się to 19 listopada 1941 roku. Niecały sześć miesięcy później już nie żył. Śmierć dopadła również jego dziesięcioletniego syna Klausa, który zginął 24 października 1943 pod kołami ciężarówki. Opisane powyżej wydarzenia muszą na każdym czytelniku wywrzeć wrażenie. Mimo, że taki był pisany los Heydrichowi, a śmierć jego syna była przypadkiem, klątwa korony św. Wacława musi w sobie mieć coś tajemniczego.

Śmierć Heydricha, jak twierdził Heinrich Himmler dotknęła także samego Adolfa Hitlera. Jak pisze Guido Knopp w publikacji „SS przestroga historii”:

„W kwaterze głównej Hitlera wiadomość z Pragi wywołała głęboki szok. Führer szalał ze wściekłości. Natychmiast wyznaczył milion marek nagrody za schwytanie sprawców zamachu”

Führer Rzeszy Niemieckiej nakazał urządzić okazały państwowy pogrzeb. Już po śmierci Protektora Czech i Moraw w Pradze zdjęto mu maskę pośmiertną, a w sali gdzie zmarł wystawiono warty SS. Następnie jego ciało w trumnie przewieziono na lawecie na hradczański zamek, gdzie wystawioną ją na dziedzińcu honorowym. Przed katafalkiem do chwili rozpoczęcia uroczystości pogrzebowych przedefilowało tysiące osób, w tym wielu Czechów, którzy wciąż nie zdawali sobie sprawy, co czeka ich ze strony Niemców, którzy już rozpoczęli działania, mające pomścić śmierć Heydricha.

Trumnę z ciałem Heydricha przewieziono do Berlina, gdzie odbyły się główne uroczystości pogrzebowe. Wzięły w niej udział najważniejsze osoby w Rzeszy, w tym: Hitler, Himmler, konkurent Heydricha – Generał pułkownik Kurt Daluege oraz przedstawiciele rządu czeskiego, który oficjalnie potępił zamach na Protektora Czech i Moraw. Heydricha pochowano na Cmentarzu Inwalidów w zwykłym grobie, natomiast w Pradze, w miejscu gdzie dokonano zamachu, naziści ustawili w 1943 roku jego popiersie, przy którym aż do 1945 roku cały czas wartę pełnili żołnierze SS.

Zanim zakończyły się uroczystości pogrzebowe, naziści rozpoczęli akcję odwetową, która jak się okazało kosztowała życie tysięcy niewinnych osób. Sam Hitler w bezpośredniej akcji odwetowej żądał rozstrzelania 10 tysięcy Czechów. Zastępca Heydricha – Karl Frank otrzymał w specjalnym teleksie rozkaz aresztowania 10 tysięcy zakładników, wśród których była cała czeska opozycja intelektualna. Himmler nakazał rozstrzelanie z tej listy 100 osób. Jednym z pierwszych był skazany na karę śmierci po objęciu rządów przez Heydricha –premier Czech Alois Eliáš. Nazistom nie udało się mimo aresztowania do końca czerwca 1942 roku około 1000 Czechów, znaleźć zamachowców z Pragi. Karl Frank odwodził nawet samego Hitlera od krwawej zemsty, uważając, że jest to wbrew działaniom Heydricha oraz może zostać źle odebrane przez wrogów, tym bardziej, że naziści głosili hasła, że w Czechach nie ma praktycznie opozycji antyniemieckiej. Odmiennego zdania był jednak Hitler i szef praskiej Policji Bezpieczeństwa – Horst Böhme, którzy domagali się odwetu. Jak krwawy był to odwet przekonali się mieszkańcy wsi Lidice. Zgodnie z meldunkiem gestapo mieli się ukrywać tam zamachowcy, co jednak okazało się fałszywą informacją. Z wioski pochodziło jednak dwóch byłych oficerów armii czeskiej, którzy uciekli do Anglii. To wystarczyło do rozpoczęcia pogromu. Najpierw zostały rozstrzelane ich rodziny, w sumie piętnaście osób. To jednak Hitlerowi nie wystarczyło. Nakazał wymazanie Lidic z mapy. W masakrze urządzonej przez SS zginęło wszyscy mężczyźni, w sumie 184 osoby. Prawie 200 kobiet wywieziono do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, z czego po wojnie wróciło 143. Ze 105 dzieci wysłanych do Łodzi, przeżyło zaledwie 17 z nich! Kolejną miejscowością, która podzieliła los mieszkańców Lidic było miasteczko Ležáky, gdzie gestapo wykryło radiostację podziemną. Zginęły tam wówczas 33 kobiety.

Odwetowe akcje prowadzone przez Niemców miały przede wszystkim wywołać strach  wśród Czechów i dać im jasno do zrozumienia, że kolejne takie akcje nie będą tolerowane i zapłacą za nie niewinne osoby. To widocznie poskutkowało, bowiem jedna z osób biorących udział w zamachu – Karel Ĉurda wystawił swoich kolegów Niemcom. Powodem jego działań jak pisze Mario Dedrich była obawa, że jego matka, u której się ukrywał zostanie rozstrzelana, gdy naziści znajdą go u niej. Dodatkowym powodem były zainkasowane przez niego pieniądze, w sumie 5 milionów koron. Ĉurda mimo, że był członkiem tej samej grupy spadochroniarzy, którzy została zrzucona nad Pragą, aby dokonać zamachu, w samej akcji nie brał udziału. Jak się później okazało Czech był niemieckim agentem.

W wyniku zdrady żaden z zamachowców nie dożył końca czerwca. 18 czerwca 1942 roku na nic nie spodziewających się spadochroniarzy ukrytych w prawosławnym kościele św. Cyryla i Metodego nadeszła ostatnia godzina życia. 800 gestapowców i esesmanów otoczyło kościół. Zgodnie z rozkazem mieli wziąć zamachowców żywcem, jednak ci nie mieli zamiaru tanio sprzedaż skóry. W wyniku kilkugodzinnej akcji wszyscy zamachowcy, w tym: Josef Valčik, Jozef Gabčik i Jan Kubiš zginęli, albo od ran postrzałowych lub dokonując samobójstwa. Identyfikacja ciał zamachowców była dla rodzin przerażająca. Wszystkim zabitym odcięto głowy i umieszczone je na postumencie, przed którym nakazano rodzinom przechodzić, aby zidentyfikowały ciała. Na karę śmierci zostali także skazani: ksiądz z kościoła św. Cyryla i Metodego – Vladimir Petrek, dwaj inni duchowni, zaś kolejne 236 osób, w tym parafianie i rodziny, które wiedziały o ukrywających się zbiegach trafiło do obozu w Mauthausen, gdzie 24 października 1942 roku zostali zamordowani. Fala terroru jaka rozlała się po zamachu na Reinharda Heydricha doczekała się wśród Czechów nazwy „heydrichiady”. Już za samą aprobatę zamachu groziła kara śmierci. Do dziś nie jesteśmy w stanie określić ile osób zginęło w wyniku akcji odwetowej prowadzonej przez nazistów latem 1942 roku. Według świadka tamtych wydarzeń – Hany Vorel, której ojciec został zamordowany, po zamachu w maja 1942 roku aresztowano ponad 3000 osób, z czego ponad 1300 zginęło. Wielu niewinnych Czechów wysłano do obozów koncentracyjnych, z których nigdy już nie wrócili. Lidice i Ležáky są do dziś dowodem na to, jak nazistowski aparat represji był bezwzględny. A mimo to rząd czeski na uchodźstwie uznał operację „Anthropoid” za swój polityczny sukces. Nie sposób nie zgodzić się z Mario Dederichem, który w biografii Heydricha napisał:

„Przez śmierć Heydricha rząd emigracyjny miał uzyskać dla swego narodu status kraju biorącego udział w wojnie. Naciskany przez aliantów, przede wszystkim zaś przez Sowietów, by przedsięwziąć coś w spokojnych Czechach, rząd ten zaakceptował cenę krwi”.

Mimo zgładzenia Protektora Czech i Moraw, człowieka mającego istotny wpływ na sprawę tzw. „ostatecznego rozwiązania”, cała machina zagłady Żydów, którą kierował Heydrich, tak naprawdę ruszyła dopiero po jego śmierci. Niewątpliwie zamach na prawą rękę Himmlera – a za taką uważano Heydricha był najważniejszą i najbardziej spektakularną akcją podjętą przez rząd czeski na emigracji. Zamordowanie jednej z najważniejszych osób w kraju obok Hitlera, Göringa, Himmlera czy Alberta Speera wstrząsnęło nie tylko rządzącymi, ale całymi Niemcami. Był to znak nie tylko dla prominentów III Rzeszy Niemieckiej, że ich życie jest zagrożone i w każdej chwili mogą stać się ofiarą zamachu, ale przede wszystkim po raz kolejny pokazało, że mimo potęgi, jaką jeszcze w 1942 roku stanowiła Rzesza, żaden Niemiec w okupowanych krajach nie może czuć się bezpiecznie. Potwierdza to jednoznacznie w swojej książce „Polowanie na Hitlera” Roger Moorhouse, pisząc:

„Oficjalnie akcja Anthropoid została uznana za  ogromny sukces – za jawne odrzucenie władzy nazistowskiej i za pożywkę dla morale narodów okupowanej Europy. Pokazała, że żaden Niemiec nie jest bezpieczny, niezależnie od zajmowanego stanowiska i oddalenia od linii frontu”

Heydrich po śmierci stał się dla aparatu nazistowskiego symbolem kultu, na jego część wydano specjalnie znaczek okolicznościowy, sławiono jego dokonania dla ojczyzny, a Hitler w liście do żony Protektora Czech i Moraw Liny Heydrich wyrażał się o swym zaufanym człowieku następującymi słowami:

„…Wypełniając wiernie i w sposób nieustraszony swe obowiązki…. Reinhard Heydrich ma nieprzemijające zasługi w dziele budowy wielkoniemieckiej Rzeszy. Aby w sposób trwały wyrazić wdzięczność narodu za wybitne osiągnięcia zmarłego, postanawiam, że lubiany przez niego zamek Jungfern Breschan koło Pragi wraz ze wszystkimi przyległościami, urządzeniami i inwentarzem zostanie przekazany w darze na własność wdowie Linie Heydrich i jego dzieciom…”

Ci, którzy ginęli z rąk jednego z największych siepaczy II wojny światowej, ofiary „ostatecznego rozwiązania”, ich rodziny i wciąż żyjące osoby pamiętające terror wprowadzony przez Heydricha do dziś nie potrafią zrozumieć dlaczego nigdy nie rozliczono zbrodni Reinharda Heydricha. Nawet podczas procesu w Norymberdze, w którym przytaczano jego zbrodnicze plany, sędziowie nie podjęli się wydania pośmiertnego wyroku na jednym z najbrutalniejszych zbrodniarzy wojennych. Bolesne jest również to, że po wojnie oraz w dzisiejszych czasach postać Heydricha była wzorem dla ludzi. Przytoczona przez Dedericha w biografii Protektora Czech i Moraw sprawa berlińskiego neonazisty Arnulfa Priema, skazanego w 1995 roku za utworzenie grupy zbrojnej mówi sama za siebie. Określił on bowiem Heydricha za swój wzór, co ofiarom hitlerowskiego reżimu oraz ich potomkom wydaje się niepojętym, aby w naszych czasach wciąż istnieli ludzie, którzy nie potrafią zrozumieć zła, jakie wyrządzili całemu światu naziści.

Artykuł przygotowany w oparciu o następujące opracowania:

Bullock Alan, Hitler – Studium tyranii, Warszawa 1997;

Czubiński Antoni , Historia Powszechna XX wieku, Poznań 2003;

Czubiński Antoni, Druga wojna światowa 1939 – 1945, t. I-II, Poznań 1999;

Dederichs Mario R., Heydrich. Twarz zła, Wrocław 2005;

Knopp Guido, SS przestroga historii, Warszawa 2004;

Moorhouse Roger, Polowanie na Hitlera, Kraków 2006;

Ress Laurence, Auschwitz. Naziści i Ostateczne Rozwiązanie, Warszawa 2005;

Ress Laurence, Naziści. Ostrzeżenie Historii, Warszawa 1997.

Fot. źródło Bundesarchiv, Bild 146-1969-054-16 / Hoffmann, Heinrich / CC-BY-SA/Wikimedia