KARTKA Z KALENDARZA - 27 STYCZNIA

27 stycznia 1945 roku oku miało miejsce apogeum zbrodni sowieckiej w Miechowicach. Wówczas w jednym dniu zginęło około 200 mieszkańców Miechowic.

W dniach 25 - 28 stycznia 1945 roku doszło w Miechowicach /dzisiejsza dzielnica Bytomia/ do tzw. Tragedii Miechowickiej, w wyniku której żołnierze Armii Czerwonej zamordowali ponad 380 osób.

Warto podkreślić, że jedną z ofiar żołnierzy Armii Czerwonej był zamordowany 26 stycznia ksiądz Jan Frenzel. Wywleczony z jednej z piwnic w budynku przy ul. Kubothastrasse 13 /dzisiaj ul. Styczyńskiego w Miechowicach/, gdzie udzielił ostatniego namaszczenia postrzelonemu przez Sowietów 16-letniemu Herbertowi Drzesga, a także pozostałym domownikom, ksiądz Jan Frenzel zerwali z niego bursę i doprowadzili swojego dowódcy, którego siedziba była w bunkrze w Stolarzowicach.

Tam był przesłuchiwany i torturowany, aż w końcu w pobliskiej stodole zamordowany strzałem w lewe oko. Ksiądz Frenzel miał złamany nos, ramiona i łopatka były przestrzelone, nogi strzaskane, a ręce były skrępowane drutem kolczastym, co jasno świadczyło o bestialskich torturach, jakich doznał przed tragiczną śmiercią.

Zwłoki księdza Frenzla zostały rozpoznane po koloratce 2 lutego, a 3 lutego ciało księdza pogrzebano bez trumny na stolarzowickim cmentarzu obok kościoła. W tym czasie intensywne poszukiwania brata prowadziła jego siostra Lucia Frenzel, która po otrzymaniu informacji o jego pochówku poprosiła miejscowego proboszcza ks. Jana Wyciska o zgodę na ekshumację zwłok brata. Dzięki otrzymanemu zezwoleniu zwłoki ks. Frenzla zostały odkopane i przeniesione do kaplicy cmentarnej w Miechowicach. Tam dopiero Siostry Elżbietanki z pobliskiego klasztoru umyły zwłoki ks. Frenzla i ubrały je w szaty kapłańskie. Ciało złożone zostało do trumny zbitej z desek, którą Lucia Frenzel na ręcznym wózku przewiozła do Brzezin Śląskich oddalonych o około 15 km od Miechowic. Tam 9 lutego ksiądz Jan Frenzel został pochowany przez ówczesnego proboszcza parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa księdza Herberta Bednorza, zaś w księgach parafialnych jako datę śmierci odnotowano 26 stycznia. Z kolei w rejestrze świeckim zgon ten został zanotowany w Urzędzie Stanu Cywilnego w Brzezinach Śląskich w dniu 7 lutego 1945 roku, zaś na nagrobku, który znajduje się na cmentarzu w Brzezinach Śląskich widniej data śmierci – 27 stycznia 1945 roku.

Masakra ludności cywilnej, jakiej dokonali żołnierze Armii Czerwonej pod koniec stycznia 1945 roku to jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń związanych z wkroczeniem Sowietów na teren Górnego Śląska. Wobec zbrodni dokonanej przez żołnierzy radzieckich na bezbronnych mieszkańcach Miechowic trudno znaleźć uzasadnienie. Podobne wydarzenia, jak w Miechowicach rozgrywały się również w sąsiednich miastach i były nie tylko przejawem nienawiści i chęci wzięcia odwetu za zbrodnie popełniane przez Niemców w Rosji w latach 1941 – 1944, ale również wynikały z braku dyscypliny wśród żołnierzy radzieckich, pozostawionych bez kontroli, których działania niejednokrotnie były tolerowane przez sowieckich oficerów.

Zbrodnie popełnione nie tylko w Miechowicach, ale również w innych miastach Górnego Śląska na niewinnych cywilach nigdy nie zostały rozliczone, a osoby za nie odpowiedzialne nie poniosły kary. Kolejną tragedią rodzin ofiar, po utracie najbliższych, było również przymusowe milczenie wobec dokonanych zbrodni. Zarówno władze radzieckie, jak również polskie władze komunistyczne ukrywały fakty związane z działaniami Armii Czerwonej na Śląsku w chwili jego zajmowania w styczniu i lutym 1945 roku. Dopiero zmiana ustroju w Polsce ujawniła przerażającą prawdę o tych wydarzeniach.

Zdjęcie: Tablica poświęcona Tragedii Miechowickiej - kościół Świętego Krzyża w Miechowicach - fot. Hubert Klimek.